Wilno z dala od Polski

Polityka zagraniczna RP, sformułowana po przemianach politycznych w 1989, określa ją polska racja stanu. Podstawowe cele polityki zagranicznej w latach 90. pozostawały niezmienne mimo zmian politycznych w parlamencie i rządzie. Są to: członkostwo w NATO oraz Unii Europejskiej, współtworzenie stabilnego systemu bezpieczeństwa europejskiego opartego na współdziałaniu NATO, UZE, OBWE oraz ONZ, utrzymywanie dobrosąsiedzkich stosunków z państwami regionu, działanie na rzecz współpracy regionalnej, zrównoważona polityka wobec Zachodu i Wschodu, popieranie procesów rozbrojeniowych, ochrona tożsamości narodowej i dziedzictwa kulturowego, rozwinięte kontakty z Polonią.
historia Polski
Posty: 110
Rejestracja: 15 kwie 2014, 04:37

Wilno z dala od Polski

Post autor: historia Polski » 16 maja 2014, 03:00

Stosunki z Litwą pozostaną fatalne. Prawie pewny wybór prezydent Dalii Grybauskaite na drugą kadencję pozbawia wszelkich złudzeń. Tymczasem mniejszość polska wydaje się dryfować w kierunku Rosji.

Dalia Grybauskaite zrobiła wiele, by otworzyć polskim politykom oczy – przestała zachowywać pozory, o które jeszcze troszczyli się jej poprzednicy. Oni przestrzegali swoistego rytuału: składali wizyty w Warszawie i zapewniali przed kamerami, że wszystkie problemy – np. z pisownią polskich nazwisk w litewskich dokumentach – zostaną wkrótce rozwiązane.

Grybauskaite nie ukrywa, że sugestie, iż Litwa powinna wywiązać się ze swych zobowiązań zawartych w traktacie międzypaństwowym, uważa za irytujące w najwyższym stopniu. Tak bardzo, że zaczęła omijać Warszawę szerokim łukiem, bojkotując nawet spotkania, na których rozmawiano o sprawach geopolitycznych.

Przypadek Grybauskaite jest znamienny – zanim została wybrana na prezydenta Litwy, była komisarzem unijnym w Brukseli. Mogłoby się wydawać, że powinna respektować prawa mniejszości narodowej i zachowywać europejskie standardy.

Wielu polityków litewskich ma jednak swoją wersję eksportową i tę na użytek wewnętrzny.

Dlatego np. Vytautas Landsbergis (były przewodniczący Rady Najwyższej i Sejmu litewskiego) w polskim Sejmie śpiewał po polsku „Jeszcze Polska nie zginęła”, a natychmiast po powrocie na Litwę oznajmiał, że należy walczyć ze „skutkami okupacji i polonizacji” Wileńszczyzny.

To jak awers i rewers monety – polityk litewski może mieć na awersie „bezpartyjna” jak Grybauskaite, „konserwatysta ” jak Landsbergis, a i tak na rewersie będzie „nacjonalista”. Dogmat litewskiego nacjonalizmu oparty jest natomiast na antypolonizmie – musimy zdać sobie z tego sprawę, bo nie uda się nam tego zmienić.

Niedawne wybory prezydenckie na Litwie – odbyła się na razie pierwsza tura, ale ostateczne zwycięstwo Grybauskaite jest właściwie przesądzone – mogą nas zmartwić jeszcze z jednego powodu.

Świetny wynik wyborczy, ponad 8 proc., odnotował Waldemar Tomaszewski, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Zdobył dużo głosów, bo przecież Polacy stanowią 7 proc. ludności Litwy.

To oczywiście cieszyłoby bardzo, gdyby nie styl kampanii wyborczej. Od początku niepodległości Litwy elity polityczne tego państwa zarzucają miejscowym Polakom, że są rozgrywani przez Kreml lub wręcz są rosyjską piątą kolumną.

Wytykanie palcem mniejszości polskiej było do tej pory niesprawiedliwie – rosyjskich agentów wpływu Litwini powinni zacząć szukać we własnych szeregach. To przecież sami Litwini w ostatnich wyborach parlamentarnych przesądzili o wygranej prorosyjskiej Partii Pracy, kierowanej przez rosyjskiego multimilionera, który majątek zbił na interesach z Gazpromem.

Jednak teraz Tomaszewski postarał się, by krzywdzący Polaków stereotyp znalazł uzasadnienie. Podczas kampanii wyborczej pokazywał się z rosyjską wstążeczką gieorgijewską (św. Jerzego) przyczepioną w klapie marynarki. To znak identyfikacyjny separatystów rosyjskich na Ukrainie. Trudno chyba o bardziej dobitną i niezręczną deklarację. Lider Akcji Wyborczej zdobył się też na wypowiedzi niepozostawiające wątpliwości, że popiera politykę Putina.

Nie można robić litewskim Polakom zarzutu z tego, że w czasie wyborów tradycyjnie wchodzą w sojusz wyborczy z miejscowymi Rosjanami. Litewskie władze zapędziły ich do narożnika – partie mniejszości narodowych muszą przekroczyć 5-procentowy próg wyborczy, co dużo mówi o specyfice Litwy i sytuacji Polaków. Jednak tym razem Tomaszewski posunął się za daleko. Nawet jeśli zrealizował cel taktyczny – zdobycie poparcia elektoratu mniejszości rosyjskiej na Litwie – to cena będzie bardzo wysoka. Dostarczył Litwinom amunicji w kampanii propagandowęj, którą niewątpliwie będą rozgrywać.

Maja Narbutt

„Nowa Konfederacja”

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polska polityka zagraniczna”