Geopolityczna podmiotowość Polski pod znakiem zapytania

Polityka zagraniczna RP, sformułowana po przemianach politycznych w 1989, określa ją polska racja stanu. Podstawowe cele polityki zagranicznej w latach 90. pozostawały niezmienne mimo zmian politycznych w parlamencie i rządzie. Są to: członkostwo w NATO oraz Unii Europejskiej, współtworzenie stabilnego systemu bezpieczeństwa europejskiego opartego na współdziałaniu NATO, UZE, OBWE oraz ONZ, utrzymywanie dobrosąsiedzkich stosunków z państwami regionu, działanie na rzecz współpracy regionalnej, zrównoważona polityka wobec Zachodu i Wschodu, popieranie procesów rozbrojeniowych, ochrona tożsamości narodowej i dziedzictwa kulturowego, rozwinięte kontakty z Polonią.
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Geopolityczna podmiotowość Polski pod znakiem zapytania

Post autor: Husarz » 15 kwie 2013, 05:04

Pomysły polskiej opozycji, by nie iść na ustępstwa ani Niemcom, ani tym bardziej Rosjanom oraz by namówić Anglosasów do bardziej aktywnych działań w Europie - pozostają na poziomie spekulacji, ale mają widoki na realizację w przyszłości - uważa Władysław Gulewicz.
Wszystkie państwa świata dzielą się na przedmioty i podmioty geopolityki. Pierwsi nie decydują o niczym. Drudzy mogą podejmować samodzielne decyzje. Pierwszych jest znacznie więcej niż drugich. Wiele państw przeżywało w swojej historii obydwa okresy – okres geopolitycznej podmiotowości i okres przedmiotowości.

Czym dzisiaj jest Polska – przedmiotem czy podmiotem geopolityki? Na pewno, bardziej przedmiotem niż podmiotem, jednakże posiada określoną część podmiotowości, będąc regionalnym mocarstwem. Nawet jeśli nie najbardziej wpływowym.

Próby polskich władz włączenia się w niemiecko-francuski i niemiecko-rosyjski dialog zamierzone są właśnie na to, żeby nie pozostać bez funkcji, a uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących całej Europy, wespół z europejskimi zawodnikami „wagi ciężkiej”.

Jednakże polityka i zagraniczna taktyka administracji Bronisława Komorowskiego są poddane silnemu ostracyzmowi ze strony polskiej opozycji – zwolenników narodowo-konserwatywnej partii Jarosława Kaczyńskiego „Prawo i Sprawiedliwość”. Według nich kroki Warszawy w stosunku Berlina i Moskwy doprowadzą do szybkiego podporządkowania Polski tym dwóm stolicom równocześnie i 2012 rok nie przyniesie żadnej poprawy, jeśli rząd nie podejmie radykalnych kroków. Co proponują narodowi konserwatyści? Nie iść na ustępstwa ani Niemcom, ani tym bardziej Rosjanom.

Ze wszystkich państw Europy Środkowo-Wschodniej Polska jest jedynym, które posiada tak bogatą w dokonania i tradycje historię budowy mocarstwa. Polska bez wątpienia jest regionalnym liderem, od którego zależy także częściowo zachowanie Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier, Rumunii itd. Tylko Polska może być biegunem przyciągania mniejszych państw Europy Środkowo-Wschodniej, wokół której będzie tworzyć się przy pomocy sił trzecich front antyrosyjski. Rolę „trzeciego” pełnili w różnym czasie Paryż (XIX w.), Londyn (początek i połowa XX w.) i Waszyngton (koniec XX –początek XXI w.).

Obecnie rząd Donalda Tuska widzi w Niemczech i w Rosji nie tyle przeciwników, co potencjalnych partnerów. Ponieważ Niemcy i Rosja – dwa kontynentalne mocarstwa, potencjalnie mogące przeciwstawić się polityce Anglosasów – wzmacniają swoje więzi, Polska, jako tradycyjna platforma wpływów anglosaskich, próbuje być na osi Berlin-Moskwa trzecim, pośrednim ogniwem w sytuacji gdy Londyn odsunął się już od spraw europejskich. Również Waszyngton z mniejszą uwagą śledzi wydarzenia w Europie, ponieważ punkt ciężkości w światowej polityce przenosi się do Azji i na Bliski Wschód. W tej sytuacji, według narodowych konserwatystów, Warszawa musi koniecznie zrobić wszystko co tylko możliwe, by nie stracić dywidend z przyjaźni z Wielką Brytanią i USA. Dlatego należy wejść w twardą opozycję wobec Niemiec i Rosji i namówić Anglosasów do bardziej aktywnych działań w Europie.

Na poziomie regionalnym Warszawa może sama, bez pomocy trzecich podmiotów, zająć się przereformowaniem na swoją korzyść środowiska geopolitycznego. Na przykład, zbliżyć się do Budapesztu. Więzi historyczne dwóch katolickich narodów – Węgrów i Polaków – przypominają stosunki Serbów i Rosjan z całym ich dramatyzmem. I Polacy, i Węgrzy zawsze dążyli do stworzenia wspólnej polsko-węgierskiej granicy.

Co ważne, od momentu podpisania w 2009 roku właściwej umowy Rumunia i Polska pozostają strategicznymi sojusznikami. Rumunia to drugi pod względem wielkości po Polsce członek NATO w Europie Środkowo-Wschodniej i podobnie jak Polska chce wyrwać Mołdawię ze strefy wpływów Rosji. Proamerykanizm Rumunów i Polaków mógłby stanowić solidną bazę dla wojskowo-politycznej współpracy obu krajów. Bukareszt określił w swojej doktrynie wojskowej Rosję jako zagrożenie „numer jeden”. Dlatego Warszawa powinna okazać finansowe i dyplomatyczne wsparcie dla rumuńskich projektów Mołdawii, m.in. w kwestii Naddniestrza.

Ukraina to kluczowe ogniwo w polskiej „polityce wschodniej”, w kontaktach z którym nastąpiła strategiczna pauza. Na tym etapie narodowi konserwatyści radzą maksymalnie zbliżyć polityczną, wojskową, naukową elitę Ukrainy do Polski i, szerzej, do Środkowo- Wschodniej Europy. Sojusznikami Warszawy w tej sprawie jest także Budapeszt i Wilno. Taki sam sposób postępowania jest proponowany w stosunku do Białorusi.

Wierni starym tradycjom polskiego prometeizmu (doktryny, na początku przewidującej rozpad ZSSR, a potem i całej Rosji wzdłuż narodowych „szwów”), przedstawiciele prawicowego spektrum polskiej sceny politycznej wzywają, by nie zapominać o „punktach zapalnych” europejskiego bezpieczeństwa. Zalecają np. zająć się dostawami broni do Gruzji i lobbingiem na rzecz Tbilisi w Brukseli i Waszyngtonie. Jeśli przedłużyć nić tej myśli, to sprawa może doprowadzić do wybuchu kolejnego konfliktu zbrojnego na Kaukazie. Gruzja już zasłynęła swoim militaryzmem (co prawda, w 2008 r. doświadczenie to okazało się nie całkiem udanym), tajnym wsparciem północnokaukaskiego bandytyzmu i lobbowaniem na rzecz (wyhodowanego zachodnie pieniędze) projektu Wielkiej Czerkiesii – niezależnego od Rosji państwa kaukaskiego, od wybrzeża Morza Czarnego do Kałmucji. Przy pomocy Wielkiej Czerkiesji planuje się zagrodzić „palisadą” Rosji wyjście do brzegów Morza Czarnego i w konsekwencji przekształcić ją na południowym kierunku w mocarstwo lądowe. Póki co jest to „palisada” czysto wirtualna. Jednakże praca w tej dziedzinie jest prowadzona przez liczne amerykańskie instytucje badawcze i zagraniczne organizacje czerkieskie, które są wykorzystywane przez zachodnie specsłużby w swoich celach.

Na razie pomysły polskich opozycjonistów pozostają na etapie spekulacji, ale z widokami na przyszłość. Do praktycznego wcielenia w życie swoich projektów przystąpią oni tylko wówczas, jeśli dojdą do władzy. W jakim stopniu osiągną sukces, zależy m.in. od pozycji Moskwy.

Władysław Gulewicz

źródło: NewsBalt.ru

tłumaczenie: Monika Podgórska

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polska polityka zagraniczna”