Podwodna opcja niemiecka, czyli u-boot dla Polski

Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej (SZ RP) inaczej Wojsko Polskie - siły i środki wydzielone przez państwo do zabezpieczenia jego interesów i prowadzenia walki zbrojnej.
SZ RP stoją na straży suwerenności Narodu Polskiego oraz jego bezpieczeństwa i pokoju. Mogą brać udział w zwalczaniu klęsk żywiołowych, działaniach antyterrorystycznych, akcjach poszukiwawczych, a także ratowania życia ludzkiego. Biorą też udział w oczyszczaniu terenów z materiałów niebezpiecznych pochodzenia wojskowego i unieszkodliwiają je.
Zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi sprawuje prezydent RP, a ogólne kierownictwo zapewnia Minister Obrony Narodowej.
Awatar użytkownika
ziomeka
Posty: 462
Rejestracja: 01 cze 2010, 03:37

Podwodna opcja niemiecka, czyli u-boot dla Polski

Post autor: ziomeka » 16 gru 2013, 23:32

Od kilku miesięcy w kulisach napomykano o wyborze przyszłego dostawcy okrętów podwodnych dla Polskiej Marynarki Wojennej. Z dwóch podstawowych i realnych opcji: francuskiej ze Scorpene oraz niemieckiej z typ 212A/214, wskazana politycznie miała być ta druga. Ostatnie doniesienia medialne zmieniają zakres tego wskazania na trochę nieoczekiwane, ale mają swoje wytłumaczenie: leasingowanie użytkowanych jednostek z Deutsche Marine. Informacja ma swoje źródło na Pomorzu, więc zapewne pochodzi od samych marynarzy.

Zakres prowadzonego postępowania a nawet podstawowe ramy sposobu pozyskania okrętu podwodnego nowej generacji są niejawne. Co tajemnicze budzi jednak nieufność. W naszym kraju w dalszym ciągle nie do końca rozumie się taką zależność, więc bądźmy nieufni i przedstawmy własne przemyślenia.

Z programu pozyskania okrętów tej klasy, znany jest przede wszystkim, wymuszony stanem technicznym używanych w Polsce Kobbenów, harmonogram pozyskania nowych jednostek (dwa nowe okręty do 2022, jeden do 2030 roku, umowa podpisana w 2013 roku) oraz "przebijające" się co pewien czas szczątkowe informacje na ten temat – jak wywiadzie dla Dziennika Zbrojnego wypowiedź wiceministra obrony Waldemara Skrzypczaka o nabywaniu okrętów podwodnych wraz z pociskami manewrującymi o zasięgu 300-500 kilometrów w ramach jednego systemu (transakcji).



U-33 podczas wizyty w Polsce w listopadzie 2011 roku.

Większa niż typowa, pod naszą szerokością geograficzną i przy balaście mentalnościowym, tajemnica okrywająca zakup sprzętu dla podwodniaków oraz upływający czas (umowa ma być podpisana w 2013 roku, a nie ma informacji o żadnym postępowaniu przetargowym, dialogu technicznym itp.) w zasadzie upewnia co do poziomu prowadzonych rozmów. Rozmów odbywających się nie na szczeblu ministra obrony, nie wspominając o podsekretarzu stanu ds. uzbrojenia, ale na poziomie liderów państw. Czy naprawdę nadspodziewanie duży sukces premiera Donalda Tuska w ustaleniach na temat nowych ram budżetowych Unii Europejskiej na lata 2014-2021 można złożyć tylko na karb umiejętności negocjatorów? Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, że pewne ustalenia w tym zakresie zapadły na niemiecko-polskim poziomie międzyrządowym (w tym i zbrojeniowe – np. okręt podwodny, system przeciwlotniczy MEADS). Czy wybór okrętu podwodnego dla Polskiej Marynarki Wojennej to wynik rozmów politycznych, a drugorzędnie potrzeb operacyjnych naszej floty. Czy zakupimy je na podstawie bilateralnego porozumienia, omijającego w takich wypadkach wymogi prawa unijnego (rząd-rząd - G2).

Co może wchodzić w grę? Pojawia się hasło „leasing” dwóch okrętów podwodnych typu 212A (wszystkie zbudowane dla Niemiec okręty mają takie oznaczenie) z linii. Naszym zdaniem opcji ewentualnego scenariusza może być jednak więcej. Zastanówmy się nad jedną z nich - leasingiem.

Ów leasing to w praktyce odkupienie okrętów. Trudno uwierzyć, że Niemcy po kilkuletniej służbie jednostek na „wschodzie” wcielą je z powrotem do swojej floty, moża oczekiwać, że wezmą na siebie ich odsprzedanie kolejnemu użytkownikowi. W skład polskiej marynarki wejdą dwa używane już w Deutsche Marine okręty podwodne typ 212A oraz dokupione zostaną jeszcze jedna-trzy jednostki zbudowane w stoczni HDW/w Polsce (przy trzech nowych okrętach montaż części zlecenia w naszym kraju). Możliwe, że w grę nie wchodzą jednostki już używane w Niemczech, ale ostatnie dwa z sześciu planowanych do wdrożenia okrętów typ 212A, jakie mają być przyjęte do służby w 2013 i 2014 roku (U-35 i U-36). Mało prawdopodobne by cała niemiecka flota podwodna opierała się tylko na 4 jednostkach tego typu, czyli 2-3 operacyjnych. Możliwe, że zamówią kolejną parę, zmodyfikowaną także na potrzeby polskie, czyli przystosują typ 212A do odpalania pocisków manewrujących (możliwa modernizacja dwóch odkupionych przez Polskę okrętów w ramach planowanych remontów stoczniowych). Nawet jeżeli Niemcy nie wcielą takich okrętów do siebie, z pewnością obietnicę o możliwości takiej modyfikacji i własnym zainteresowaniu złożyli stronie polskiej – to trend światowy i niemieckie okręty podwodne muszą pójść tą drogą rozwoju. Dla naszego kraju z kolei takie uzbrojenie to najlepszy argument dla zasadności utrzymywania okrętów podwodnych tej wielkości we własnej flocie.

Strona polska zyskałaby na:

szybkim wdrożeniu sprzętu nowego pokolenia, przez co zabezpieczy się szkolenie załóg z wycofywanych Kobbenów,

interoperacyjności na tym samym obszarze operacyjnym działania,

wykorzystaniu ośrodka szkoleniowego oraz bazy logistycznej w pobliskim niemieckim Eckernförde (siedziba jedynej niemieckiej flotylli U-bootów),

wsparciu dobrze zorganizowanego partnera strategicznego,

uzyskaniu silnego wsparcia politycznego dla pozyskania w przyszlości broni odstraszania – pocisków manewrujących o zasięgu 300-500 kilometrów.

Strona niemiecka uzyskałaby:

wieloletniego odbiorcę własnych technologii oraz usług (koszt okrętów to kilka miliardów PLN, kolejne kilkanaście to wieloletnia obsługa),

nowe rynek zbytu dla rodzimego przemysłu,

lepsze wykorzystanie własnej bazy szkoleniowej,

szansę na modyfikację własnych okrętów podwodnych poprzez dostosowanie do przenoszenia ofensywnego uzbrojenia rakietowego (zakup 2 okrętów w miejsce przekazanych Polsce, modyfikacja używanych),

zwiększenie potencjału operacyjnego obu połączonych flot podwodnych (dodatkowe jednostki tego samego typu w Polsce).

Możliwe są również warianty pośrednie, jak choćby wypożyczenie jednej jednostki typ 212A tylko jako element przejściowy do szkolenia personelu w oczekiwaniu na nowe, trzy okręty (czytaj: typu 212A). To nie jest wariant najkorzystniejszy dla strony niemieckiej – w zasadzie tracą jeden okręt i muszą zaoferować stronie polskiej rozbudowane propozycje przeniesienia produkcji do naszego kraju.



Leasing okrętów typ 212A może być korzystny dla obu stron, związać politycznie, militarnie i gospodarczo obu partnerów. Oczywiście pozostaje pytanie o szczegóły, w szczególności te dotyczące udziału polskiego przemysłu stoczniowego w projekcie. Bardzo szybko bowiem szansa może stać się przekleństwem na dekady. Obie fot. Łukasz Pacholski.

Wydaje się, że strona francuska nie mogła zaproponować naszemu krajowi podobnej oferty. Nie użytkuje okrętów podwodnych DCNS typu Scorpene (budowane są tylko na eksport), przez co nie zapewni takiego wsparcia w szkoleniu jak i obsłudze jak marynarka niemiecka (zmniejszenie "polskiego strachu" przed kosztownym, samodzielnym problemem). Politycznie istotniejszy dla Polski jest także bliski sąsiad, rozgrywający w UE. Oferta DCNS dla polskiego przemysłu mogła być atrakcyjniejsza, także Scorpene jako jedyny ma być przystosowany do pocisków manewrujących MdCN – ale to jak się okazuje kwestie drugorzędne. Jeżeli kupimy okręty podwodne, a zrobimy to z powodu zobowiązań i szybciej upadną inne programy niż ten - to kupimy je z Niemiec, od nikogo innego. Czy karty zostały rozdane, nie znamy tylko ich wartości (czyli szczegółowych warunków umowy)?

Mariusz Cielma

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wojsko, technika i uzbrojenie”