Komentarz do koncepcji MW 2030

Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej (SZ RP) inaczej Wojsko Polskie - siły i środki wydzielone przez państwo do zabezpieczenia jego interesów i prowadzenia walki zbrojnej.
SZ RP stoją na straży suwerenności Narodu Polskiego oraz jego bezpieczeństwa i pokoju. Mogą brać udział w zwalczaniu klęsk żywiołowych, działaniach antyterrorystycznych, akcjach poszukiwawczych, a także ratowania życia ludzkiego. Biorą też udział w oczyszczaniu terenów z materiałów niebezpiecznych pochodzenia wojskowego i unieszkodliwiają je.
Zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi sprawuje prezydent RP, a ogólne kierownictwo zapewnia Minister Obrony Narodowej.
Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Komentarz do koncepcji MW 2030

Post autor: Adambik » 12 kwie 2013, 03:36

Ujawniona pod koniec marca 2012 roku, koncepcja modernizacji technicznej Marynarki Wojennej RP do roku 2030 rozpoczęła szeroką dyskusję o stanie floty oraz propozycji warszawskich decydentów. Po „gorącym” miesiącu dotyczącym tego tematu, także Dziennik Zbrojny postanowił zabrać głos w tej materii – już zdecydowanie na chłodno.

Na lądzie...

Najmniejsze zmiany, wedle upublicznionego dokumentu, zajdą na lądzie. Wynika to z tego, że struktury są już docelowe – w Siemirowicach czeka na sprzęt kadra Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego. Jednostka ta będzie stanowić przez wiele lat, prestiżową wizytówkę Marynarki Wojennej – dzięki trakcji kołowej całego systemu będzie można prezentować ją na dowolnych pokazach wojskowych w całym kraju. Z racji rozwiązań technicznych oraz bojowych stanie się zapewne prawdziwym „ambasadorem” floty wewnątrz Polski – należy tu jednak postawić jedno zasadnicze pytanie: czy przypadkiem nie znajdą się obrotni oficerowie Wojsk Lądowych, którym uda się przejąć jednostkę pod swoje „skrzydła” i czy dowództwo floty będzie miało na tyle energii, aby obronić dywizjon przed zakusami oficerów w zielonych mundurach? W końcu broń ta może zwalczać zarówno cele nawodne oraz naziemne, co przy deklarowanym zasięgu spowoduje, że potencjał uderzeniowy jednego dywizjonu będzie większy niż cokolwiek w arsenale Wojsk Lądowych przez najbliższe lata. NDR i jego pociski stanowią bardzo poważne wzmocnienie możliwości floty szczególnie w sytuacji otwartego konfliktu, jego mobilność połączona ze skrytym działaniem ze stanowisk na lądzie może skutecznie paraliżować ruch w środkowej części Bałtyku oraz w strefie przybrzeżnej Polski. Pomysł powrotu w Polsce do nadbrzeżnych zestawów rakiet ziemia-woda jak na nasze warunki ekonomiczne oraz czynniki geograficzne wydaje się efektywny.



Zakup pocisków NSM jest z jednej strony zagrożeniem dla okrętowej MW, z drugiej strony to ciekawe rozwiązanie na podniesienie skutecznej polskiej obrony wybrzeża. Fot. Kongsberg.

Po 2022 roku zanosi się także na ostateczne wycofanie przeciwlotniczej artylerii lufowej z obu dywizjonów przeciwlotniczych Marynarki Wojennej. Mają one zostać zastąpione przez dwa zestawy pocisków rakietowych krótkiego zasięgu, które zapewniłyby osłonę dla obu baz morskich (Gdynia i Świnoujście). Ich wdrożenie, rozrzucono w czasie na lata pomiędzy 2026 i 2030 – zapewne będą to kolejne zestawy, powoli przekazywanego do eksploatacji systemu Poprad lub jego mutacji. A może marynarka dokona przeskoku sprzętowego z pominięciem jednej generacji systemów tej klasy?

...powietrzu...

Podobnie jak lądowa część sił morskich, także lotnicy z wybrzeża mogą spać spokojnie. Większych przetasowań nie należy się spodziewać, sprzęt lotniczy stacjonujący w trzech bazach jest w służbie, albo też toczona jest rywalizacja przetargowa.

Samoloty patrolowe An-28/M-28 Bryza mają być eksploatowane poza rok 2026, istnieje szansa iż wkrótce pojawią się pieniądze na modernizację kolejnych do standardu Bryza Bis, który zwiększa możliwości maszyny w zakresie działań patrolowo-rozpoznawczych. Niestety, w skutek przeciążenia konstrukcji, należy raczej zapomnieć o wykorzystywaniu tych maszyn do bezpośrednich zadań zwalczania okrętów podwodnych – co najwyżej mogłyby wspierać działania śmigłowców oraz okrętów obrony wybrzeża poprzez wykrywanie celów za pomocą detektora anomalii magnetycznych. W przypadku tych zmodernizowanych maszyn powinno się pomyśleć (o ile tak już nie jest) o większej współpracy z nawodnym komponentem rozpoznawczym, a także innymi formacjami Sił Zbrojnych RP. Bryzy mogłyby wypełniać zadania zbierając dane do systemów wskazujących cele dla przeciwokrętowych środków okrętów nawodnych czy NDR-u. Bałtyk jako może stosunkowo niewielkie można by dosyć szczelnie pokryć poprzez sieciocentryczny system obrotu informacją, w tym rozpoznawczą. Taki system, pozyskujący dane z sensorów samolotów, śmigłowców, bezzałogowców, okrętów, stacji nadbrzeżnych (nawet na przykład tych umieszczonych na platformach wiertniczych) dokonujący ich obróbki i prezentacji zwrotnej, dałby bardzo wysoką świadomość sytuacyjną naszym siłom morskim. Przy szczupłych środkach aktualna informacja to kluczowy element do manewrowania dostępnymi środkami ofensywnymi.



Patrolowo-rozpoznawcze Bryzy, doposażone i wprzęgnięte w sieciocentryczny system mogłyby stać się istotnym elementem budującym świadomość sytuacyjną DMW na Bałtyku.

Uzupełnieniem dla patrolowo-rozpoznawczych Bryz mają być bezpilotowce w dwóch odmianach: pokładowej pionowego startu i lądowania oraz klasycznej. W obu przypadkach decydenci zakładają pozyskanie po trzy zestawy, z czego większość do 2022 roku. Te pierwsze miałyby zwiększać możliwości rozpoznawcze nowych okrętów bezpośrednio z ich pokładów, a drugie z baz lądowych. Użycie bezpilotowców na okrętach może być również pewną wskazówką, że nie będziemy nabywać śmigłowców do stałego bazowania na jednostkach nawodnych. Zastanawiać może słuszność zapotrzebowania na klasyczne BSL-e bazowania lądowego. Biorąc pod uwagę, że zasadniczym rejonem operowania narodowych sił rozpoznawczych jest Morze Bałtyckie, wsparciem dla okrętów powinny być (mogące w zupełności wypełnić stawiany lotniczemu komponentowi rozpoznawczemu zakres zadań) zmodernizowane Bryzy Bis, które mogłyby być, wzorem prototypu, doposażone w głowicę elektrooptyczną czy pasywny system rozpoznania elektronicznego Lemur-10.

Poza rozpoznaniem lotnicze szeregi floty uzupełniają śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych oraz ratownictwa morskiego. Te pierwsze, obecnie w liczbie dwunastu sztuk, powoli wykruszają się – ciężkie śmigłowce bazowania lądowego Mi-14PŁ mają zakończyć służbę około 2018 roku, a pokładowe Kaman SH-2G Seasprite krótko po nich. W ich przypadku, nieliczne załogi przesiądą się na nowy typ śmigłowca – w ramach przetargu na 26 maszyn dla Wojska Polskiego nad morze mają trafić cztery maszyny w odmianie zwalczania okrętów podwodnych. Ich dostawa ma zakończyć się w 2017 roku. Wedle koncepcji kolejne dwie maszyny mają trafić do morskich lotników do 2026 roku, zapewne w ramach kolejnej transzy kupowanej dla wszystkich formacji Sił Zbrojnych. W tym przypadku należy postawić pytanie: dlaczego „uparto się” na wyspecjalizowaną maszynę ZOP, a nie zamówiono od razu wiropłatów wielozadaniowych – m.in. zdolnych także do zwalczania celów nawodnych z wykorzystaniem kierowanych pocisków rakietowych? Z drugiej strony rozpisujemy przetarg na śmigłowce, w tym te dla MW a nie ma zatwierdzonego programu modernizacji floty. Trudno w takiej sytuacji oferować śmigłowiec stojąc przed pierwszym dylematem: czy będzie to platforma bazowania lądowego czy okrętowego i w jakim stopniu nowe okręty będą miały z nimi współpracować. Czy po zakupie AW149 czy S-70i Black Hawk (bo te dwie maszyny wymienia się jako pewnych graczy w rozpisanym przetargu) nie obudzimy się ze świadomością, że potrzebne są kolejne śmigłowce, bo te które kupiliśmy nie mogą zmieścić się w hangarze okrętu obrony wybrzeża?



Dni służby Mi-14PŁ powoli są już policzone, ich wycofanie rozpocznie się w 2014 roku.

Ratownictwo morskie także czeka na nowe maszyny, które do 2018 roku zastąpią Mi-14PŁ/R i będą wspierać mniejsze W-3RM Anakonda – te drugie mają latać do drugiej połowy lat 20. XXI wieku. Na początek (do 2017 roku) ratownicy mają otrzymać trzy maszyny, a do 2026 kolejne trzy. Trochę dziwnie wygląda sugerowane w koncepcji wzmocnienie potencjału SAR, skoro dziś posiadamy 9 śmigłowców a w 2030 planujemy mieć ich 7, w tym ani jednego ciężkiego. W przypadku aktorów obecnej rywalizacji przetargowej już powiedzieliśmy sporo (artykuł „Śmigłowce dla marynarki, czyli co po Mi-14PŁ/R”). Należy mieć nadzieje, że eksploatacja nowej trójki pozwoli zebrać odpowiednie doświadczenia, które umożliwią zakup większej platformy w kolejnym przetargu śmigłowcowym pod koniec tej dziesięciolatki lub na początku lat 20. XXI wieku.

... i morzu.

Najwięcej zmian czeka najbardziej niedoinwestowaną część floty, czyli siły morskie. Jest to choćby powiązane z faktem, że potencjał obecnie eksploatowanych okrętów powoli się wyczerpuje i nastał okres, gdy muszą zostać zastąpione przez nowe, ewentualnie otwartą deklarację polityków iż kasujemy siły morskie. Na razie wygląda jednak, że zdecydowano się na opcję pierwszą, czyli budowę nowych jednostek pływających, choć w niektórych aspektach brak w koncepcji racjonalności.

Spostrzeżenie najważniejsze. Gros okrętów w najważniejszych klasach wycofujemy przed pozyskaniem ich następców. Praktycznie w każdej klasie okrętów najpierw pozbywamy się starej jednostki, a potem, często dopiero za kilka lat podnosimy banderę na nowym. Ktoś chyba zapomniał o załogach, o specjalistach, o zgranych organizmach jakie tworzą ludzie będący jednym z ważniejszych elementów sukcesu działania okrętu. Co z nimi zrobimy? Będziemy szkolić na molo, a może roześlemy po innych jednostkach? Nie bez powodu pisze się o maksymalnym wykorzystaniu już istniejącego potencjału, odtworzyć coś od przysłowiowego zera jest naprawdę trudno, kosztownie a na dodatek trzeba na to czasu. Pominięcie aspektu załóg jest bardzo poważnym dzwonkiem alarmowym dotyczącym powagi całego programu. Albo będzie on mocno zmodyfikowany (jedyne pole manewru to modernizacja niektórych starszych okrętów, przede wszystkim Tarantul oraz wdrożenie Gawrona jako jednostki patrolowej) albo cały ten projekt to zakamuflowana opcja likwidacji marynarki wojennej.



W projekcie koncepcji MW 2030 wojskowi z Warszawy zapominają o różnicy w kalendarium wycofywania starych jednostek a pozyskiwania nowych. Jedyną rozsądną decyzją może być remont i pozostawienie w służbie obu Tarantul i Gawrona jako patrolowca - wszak obiecano 900 mln PLN rocznie, a za 1-2 lata nowe okręty w marynarce się nie pojawią....

Zacznijmy od nawodnych jednostek ofensywnych – obecnie eksploatowane powoli zbliżają się do kresu swoich dni, jeśli nie pojawią się inne pomysły, to do 2018 roku z linii wycofane zostaną obie fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry (do 2016 roku), korweta ORP Kaszub (do 2018 roku) oraz okręty rakietowe typu Tarantula (do 2015 roku). W 2022 roku pójdą za nimi okręty rakietowe typu Orkan. W zamian, za tą ósemkę, marynarze mają otrzymać tylko dwa okręty obrony wybrzeża (do 2022 roku), a docelowo kolejne cztery jednostki – trzy patrolowce oraz okręt obrony wybrzeża. W przypadku tych pierwszych, sądząc po deklaracjach, mają to być lekko uzbrojone i pełnomorskie odpowiedniki korwet – o tym może świadczyć choćby pojawiający się (i rozpatrywany) pomysł ukończenia prototypowego okrętu typu Gawron – choć widać, że w koncepcji oficjalnie w ogóle nie był rozpatrywany (pierwsze patrolowce po 2026 roku). A co to takiego ten okręt obrony wybrzeża? Wedle wojskowych (gen. Wojtan, szef Zarządu Planowania Strategicznego SG), którzy tłumaczyli problem z marynarką sejmowej Komisji Obrony Narodowej, jednostka taka może mieć wyporność z przedziału 1200-2000 ton, długość kadłuba do 100 metrów, jednocześnie być uzbrojona w armatę, rakietowe pociski klasy „woda-woda” oraz przeciwlotnicze (zdolny do rażenia celów powietrznych w promieniu 25 km), wyrzutnie torped oraz lądowisko dla śmigłowca. Po opisie, osobiście, widzę tu korwetę typu Gawron. Wobec tego, skoro okręt obrony wybrzeża nie posiada sformalizowanego opisu klasyfikacyjnego, mam pomysł dla decydentów w Warszawie – może by tak dopisać jeszcze do zadań okrętów możliwość przenoszenia i kierowania pocisków przeznaczonych do zwalczania rakiet balistycznych (jako narodowa, pływająca, tarcza antyrakietowa broniąca wybrzeża) oraz możliwość bazowania na stałe śmigłowca? Dzięki takiemu zapisowi, nieznający się na rzeczy posłowie spokojnie zatwierdziliby środki finansowe na odpowiednik (choćby) norweskich fregat rakietowych typu Fridtjof Nansen. Wówczas, bez żadnego wyśmiewania czy podważania autorytetu, dysponowalibyśmy najlepszymi okrętami obrony wybrzeża, a do tego moglibyśmy stanąć w jednym szeregu choćby z Japończykami (którzy zbudowali sobie okręty lotnicze typu Hyuga, klasyfikując je jako niszczyciele ZOP) czy mieszkańcami Republiki Południowej Afryki (którzy zafundowali sobie korwety patrolowe typu Valour, będące faktycznie fregatami). Najwidoczniej, tymi trzema okrętami obrony wybrzeża Polska chce wypełnić zobowiązania sojusznicze dotyczące zaangażowania poza Bałtykiem, inaczej chyba nikt nie myśli. Nikt do nas nie przypłynie z pomocą w sytuacji zagrożenia jeżeli nie będzie mógł liczyć na naszą wzajemność. Zresztą chyba na tym polega idea sojuszu – w jedności siła – choć może zwyciężyła już w umysłach koncepcja: w US Navy siła.



Za kilka lat z pokładów okrętów rozpoznwczych, hydrograficznych czy ratowniczych zejdą specjaliści, ich okręty zostaną wycofane, w zamian przez kilka lat nie będzie nic. Wątpliwe by przeczekali ten okres w oczekiwaniu aż wezwą ich znowu na pokłady.
Uzupełnieniem dla nawodnych okrętów ofensywnych będą okręty podwodne. Obecnie posiadane – samotny ORP Orzeł oraz cztery typu Kobben – mają zakończyć swoją służbę do odpowiednio 2023 i 2017 roku. Wedle planów, w 2022 roku w linii powinny znajdować się już dwa z trzech nowych okrętów tej klasy. I znów rodzą się wątpliwości dotyczące tego zamysłu – otóż decydenci zakładają, że przetarg na pierwszy z nich ma się rozstrzygnąć tak szybko, aby wszedł do służby do końca obecnie realizowanego programu modernizacji technicznej, czyli do 2018 roku. W tym momencie rodzą się takie pytania: czy przetarg będzie obejmować trzy okręty od razu (jeden plus opcja czy dwa plus opcja), a także czy w ogóle będzie sprawiedliwy? To drugie jest ważne z jednego powodu – otóż kuźnia kadr dla floty, Akademia Marynarki Wojennej, już zakupiła moduł układu napędowego AIP odpowiadający rozwiązaniom niemieckim. Co więc stanie się, jeśli przetarg wygrają Francuzi lub Hiszpanie? Kilka milionów zostanie wyrzuconych w przysłowiowe błoto czy też zagramy va-banque i już w WTT określi się, że nowy okręt podwodny ma odpowiadać dostępnej bazie szkoleniowej w kraju?

Uzupełnieniem dla jednostek ofensywnych są defensywne – w naszym przypadku przede wszystkim okręty przeciwminowe. Stare trałowce projektu 206FM, zmodernizowane i nazywane niszczycielami min, mają zakończyć służbę w 2019 roku. Siedem lat później, w 2026, ten sam los ma spotkać ostatnich przedstawicieli trałowców redowych projektu 207. Następcami tych wszystkich okrętów mają być trzy wyspecjalizowane niszczyciele min projektu Kormoran II – z których, pierwszy ma trafić w ręce marynarzy do 2018 roku, a pozostałe dwa do 2026 roku. W ich przypadku także możemy mówić o wątpliwościach – część specjalistów podważa zakup takich wyspecjalizowanych okrętów, które można zastąpić przez uniwersalne moduły przeciwminowe umieszczone na innych (wielozadaniowych) jednostkach. Inni, na pewno zwrócą uwagę na lepsze traktowanie oferty niemieckiej – w ubiegłym roku IU MON opublikował założenia dla Kormorana II, w którym znalazł się zapis, że okręt musi być wykonany ze stali amagnetycznej, co już na starcie dyskwalifikuje konkurencję.



W koncepcji zapomniano o nowych holownikach, albo świadomie je pomininięto a może zrezygnujemy z "drobnoustrojów" na rzecz świdczeń przez podmioty komercyjne.

Pozostają nam jeszcze okręty transportowo-desantowe oraz wszelkiej maści pomocnicze. Tu również można mówić o zmianach: z obecnej grupy jednostek do 2030 ma przetrwać jedynie ORP Kontradmirał X. Czernicki, pozostałe (jak choćby Lubliny) zostaną wycofane z linii do 2022 roku. Urzędnicy w Warszawie także w tej dziedzinie planują zakupy, których szczyt rozłoży się pomiędzy lata 2018-26. Jako pierwsze, do 2022 roku, mają zasilić flotę następujące jednostki: okręt rozpoznawczy, okręt ratowniczy, okręt hydrograficzny, pływająca stacja demagnetyzacyjna, barka ekologiczna oraz okręt wsparcia operacyjnego. W kolejnej czterolatce w ręce marynarzy trafiają kolejne: drugi okręt rozpoznawczy, drugi ratowniczy i zbiornikowiec zaopatrzeniowy. Jako ostatni z listy, w 2030 roku pozyskany ma zostać okręt logistyczny.

A propos okrętów rozpoznawczych - plan przewiduje pozyskanie łącznie dwóch jednostek. Zatem nasza miniaturowa "flota", według decydentów z Warszawy, ma mieć za kilkanaście lat, trzy nawodne okręty bojowe i dwa rozpoznawcze... W naszej ocenie zadania rozpoznawcze - przy obecnych możliwościach sensorów na okrętach bojowych, miniaturyzacji elektroniki, zastosowaniu modułów i kontenerów - mogą wykonywać inne okręty, w tym patrolowe, bojowe (na Bałtyku i poza nim), samoloty i BSL-e (na Bałtyku, który jest małym morzem). Jeśli mamy kupować specjalistyczne okręty rozpoznawcze (dwa, przy założeniu, że powinny one działać cały rok - jeden operujący w rejonie rozpoanania drugi w rezerwie/w trakcie prac obsługowych) - zbudujmy np. dwa dodatkowe okręty bojowe, które dzięki zestawowi sensorów będą w stanie prowadzić rozpoznanie radiotechnicze i optoelektroniczne, a zwiad na Bałtyku pozostawmy samolotom i bezpilotowcom.

Co jest zastanawiające, całkowicie zapomniano o holownikach – czy oznacza to może, że po wycofaniu ostatniej z wojskowych jednostek portowych flota będzie korzystać z usług prywatnych firm oferujących tego typu prace, albo ktoś o nich po prostu zapomniał, zobaczymy w przyszłości. Z całej, wymienionej, powyżej listy z całą pewnością najbardziej tajemniczy i zarazem największy może być okręt wsparcia operacyjnego – w części publikacji z ostatnich lat, mowa bowiem o jednostce będącej zmniejszonym wariantem śmigłowcowca typu Mistral, który jest oferowany przez francuski koncern stoczniowy DCNS. Czy faktycznie taka jednostka trafi do polskiej floty, zobaczymy za kilka lat. Mini-Mistral byłby jednak faktycznym i wyczekiwanym przez specjalistów novum w arsenale naszej floty.

Podsumowanie

Jak można podsumować koncepcję modernizacji Marynarki Wojennej RP? Przede wszystkim, po raz pierwszy od wielu lat, decydenci z Warszawy odkryli karty i ujawnili publicznie co planują w okresie długofalowym. Z drugiej strony rodzi ona poważne wątpliwości.

Na ile mityczne 900 mln PLN rocznie zaspokoi potrzeby marynarki. Sama kwota nie jest wcale porażająca szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę, że musimy wymienić w zasadzie każdy okręt i każdy śmigłowiec. Dodatkowo, po decyzjach politycznych co do ostatecznego programu rozwoju MW, czyli od września tego roku, upłyną lata nim te pieniądze będą faktycznie wydawane, a niewykorzystane środki budżetowe przecież się nie kumulują. Na dodatek eufemistycznie pisze się o wstrzymaniu remontów na już używanych okrętach.

Wycofanie podstawowych klas okrętów w najbliższych latach w połączeniu z czasochłonną procedurą pozyskania nowych w sposób widoczny pokazuje, że przespano graniczny moment ratowania marynarki wojennej. O załamaniu jej potencjału pisano od lat. Nic z tym nie zrobiono, teraz nawet przy nietypowym dla nas podejściu do problemu – konsekwencji – nie da się tego potencjału szybko odbudować. W sposób przejaskrawiony, ale trafiający w sedno można przywołać porównanie: Polska Marynarka Wojenna, na swoje stulecie, będzie za 3-4 lata w stanie niewiele lepszym, niż ta z lat 20., ale ubiegłego wieku. Nasi przodkowie ją budowali, my musimy odbudować.



Modelowa duma floty, korweta typu Gawron, być może stanie się najszybszym patrolowcem na Bałtyku. Grafika: SMW.

No i kolejne ale najważniejsze niebezpieczeństwo. Naszym zdaniem pewien gwóźdź do trumny: programy i ich realizacja. Zapadają ostatecznie w gabinetach politycznych i trwają tyle ile ich kadencja, a niekiedy nawet krócej. Nawet przy ustanowieniu programu modernizacji MW to jest prawie pewne, że w następnej kadencji pojawią się nowe pomysły, nowe deklaracje i nowe oskarżenia na tych co byli przed nami. Pewną szansą byłby Narodowy Program Morski w formie ustawy, kto jednak dziś narzuci sobie taki worek wydatków, szczególnie w sytuacji, że kryzys finansów publicznych prawdopodobnie dopiero przed nami.

Warto się zastanowić na ile twórcy koncepcji modernizacji MW, a konkretniej ich polityczni zleceniodawcy wierzą w realizację „slajdowej floty”. Naszym zdaniem nie za bardzo. Program da decydentom oszczędności finansowe w okresie krótkoterminowym. Z kilku powodów: przesunięcie zasadniczego pozyskiwania a tym samym nowych okrętów na odległe i mgliste lata (do 2019 roku pozyskujemy tylko okręt podwodny i przeciwminowego Kormorana), a dziś wstrzymanie prac remontowych przy już używanych dużych okrętach. Oby więc w następnej dekadzie, ORP Czernicki nie okazał się jednostką flagową PMW o największym potencjale.

Opracował: Łukasz Pacholski, współpraca: Mariusz Cielma.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wojsko, technika i uzbrojenie”