Zbrodnie Komunizmu

Wszystko co nie pasuje do pozostałych sekcji, a dotyczy tego okresu.
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Zbrodnie Komunizmu

Post autor: Husarz » 30 mar 2013, 20:33

Stephane Courtois
ZBRODNIE KOMUNIZMU
6 XI 2002
(Fragmenty)

Źródło: Czarna Księga Komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, Prószyński i S-ka, Wwa 1999, s. 23 i następne.
Copyright © 2002 ABCNET, projekt i wykonanie M.Lenar & M.Bednarski, hosting i-pl.org

[...]
Chcąc utrwalić swoją władzę, reżimy komunistyczne wykroczyły poza jednostkowe zabójstwa i lokalne lub okolicznościowe masakry i uczyniły ze zbrodni masowej prawdziwy system rządów. To prawda, że z upływem czasu - po kilku latach w Europie Wschodniej i wielu dziesięcioleciach w ZSRR i w Chinach - terror utracił żywotność, reżimy ustabilizowały się w zarządzaniu codziennymi represjami, takimi jak cenzura wszystkich społecznych środków komunikacji, kontrola granic, wydalanie z kraju dysydentów. Ale „pamięć o terrorze” niezawodnie i skutecznie podtrzymywała nadal poczucie zagrożenia. Reguła ta dotyczy każdego z eksperymentów komunistycznych, chwilowo popularnych na Zachodzie: a więc i Chin Wielkiego Sternika, i Korei Kim Ir Sena, i nawet Wietnamu „dobrego wujka Ho” czy Kuby płomiennego Fidela, wspieranego przez nieskazitelnego Che Guevarę, a także Etiopii Mengystu, Angoli Neta i Afganistanu Nadżibullaha.

Tak się składa, że zbrodnie komunizmu nie zostały jeszcze właściwie ocenione ani z historycznego, ani z etycznego punktu widzenia. Podejmujemy więc tu zapewne jedną z pierwszych prób analizy komunizmu, stawiając pytanie o jego zbrodniczy wymiar i traktując ten właśnie wymiar jako kwestię kluczową i globalną zarazem. Zapewne spotkamy się z argumentem, że większość zbrodni dokonywana była przez instytucje „legalnie” ustanowione przez panujące reżimy, które uznawano na płaszczyźnie międzynarodowej i których przywódcy przyjmowani byli z wielką pompą przez nasze rządy. Ale czyż nie tak właśnie było z nazizmem? Zbrodni, które pokazujemy w tej książce, nie da się zdefiniować w kontekście prawodawstwa reżimów komunistycznych, lecz jedynie poprzez odniesienie do niepisanego kodeksu naturalnych praw ludzkości.

Dzieje ustrojów i partii komunistycznych, ich polityki, relacji z własnym społeczeństwem i ze wspólnotą międzynarodową nie sprowadzają się wyłącznie do owego przestępczego wymiaru ani nawet do terroru i represji. W Związku Sowieckim i w „demokracjach ludowych” po śmierci Stalina, w Chinach po śmierci Mao terror osłabł, społeczeństwo odetchnęło, a „pokojowe współistnienie" - jeśli nawet było to nadal „kontynuowanie walki klasowej w innej formie” - stało się trwałym faktem w życiu międzynarodowym. Jednakże archiwa i liczne świadectwa wskazują, że terror był od początku jedną z podstaw współczesnego komunizmu. Porzućmy przeświadczenie, że wszelkie egzekucje zakładników, masakry zbuntowanych robotników czy hekatomby umierających z głodu mas chłopskich to jedynie koniunkturalne „wypadki”, „specyfika” konkretnych krajów lub okresów historycznych. W naszej analizie wykraczamy poza konkretne obszary i przyjmujemy, że zbrodnia jest jednym z elementów właściwych całemu systemowi komunistycznemu podczas całego jego istnienia.

O czym więc, o jakich zbrodniach będziemy mówić?
Komunizm popełnił ich nieskończenie wiele: zbrodnie na psychice przede wszystkim, ale także zbrodnie na kulturze powszechnej i na kulturach narodowych. Stalin kazał zniszczyć dziesiątki cerkwi w Moskwie; Ceausescu zburzył zabytkową dzielnicę Bukaresztu, aby wznieść tam nowe budowle i wytyczyć megalomańskie perspektywy; na rozkaz Pol Pota rozebrano kamień po kamieniu katedrę w Phnom Penh i pozostawiono na pastwę dżungli świątynie Angkoru; nieprzebrane skarby zostały zniszczone lub spalone przez Czerwoną Gwardię podczas maoistowskiej „rewolucji kulturalnej”. A przecież bez względu na to, jak wielkie straty poniosły na dłuższą metę poszczególne narody i cała ludzkość, czymże są te zniszczenia w porównaniu z masowymi morderstwami ludzi - mężczyzn, kobiet i dzieci?

Ograniczyliśmy się zatem tylko do zbrodni przeciwko ludziom, one bowiem stanowią istotę zjawiska terroru. Można je określić za pomocą wspólnej terminologii, nawet jeśli niektóre działania są dla pewnych krajów bardziej typowe. Do zbrodni tych należą: wszelkiego rodzaju egzekucje (rozstrzeliwanie, wieszanie, topienie, katowanie na śmierć; niekiedy też posługiwano się gazami bojowymi, truciznami lub aranżowano wypadki samochodowe); unicestwienie przez głód (klęski głodowe sztucznie wywoływane i/lub takie, w których ofiarom nie udzielono pomocy); zsyłki - śmierć mogła nastąpić podczas transportu (wędrówka piesza lub jazda w bydlęcych wagonach) albo w miejscach pobytu i/lub w wyniku ciężkich robót (wyczerpanie, choroby, głód, zimno). Sprawa się komplikuje w przypadku „wojen domowych”, niełatwo bowiem odróżnić skutki walk między władzą a buntownikami od masakr ludności cywilnej.

Możemy jednak sporządzić wstępny bilans. Choć jest on jedynie przybliżony i wymaga dalszych szczegółowych badań, to zgodnie z naszymi szacunkami pozwala ustalić rząd wielkości i uzmysłowić sobie powagę zagadnienia:

Związek Sowiecki - 20 milionów ofiar śmiertelnych,[ nie licząc ofiar wojny tj dodatkowe 20 milionów]
Chiny - 65 milionów,
Wietnam - 1 milion,
Korea Północna - 2 miliony,
Kambodża - 2 miliony,
Europa Wschodnia - 1 milion,
Ameryka Łacińska - 150 tysięcy,
Afryka - 1,7 miliona,
Afganistan - 1,5 miliona,
międzynarodowy ruch komunistyczny i partie komunistyczne nie sprawujące władzy - 10 tysięcy.
W sumie blisko 100 milionów ofiar śmiertelnych.

[...]
Nowy francuski kodeks karny, przyjęty 23 lipca 1992 roku, w taki sposób określa zbrodnię przeciwko ludzkości: „Zesłanie, praca niewolnicza albo masowe i systematyczne egzekucje bez sądu, porwania i związane z nimi zaginięcia, tortury oraz niehumanitarne czyny, dokonywane z przyczyn politycznych, filozoficznych [podkreślenie autora], rasowych lub religijnych, mające na celu wykonanie ustalonego planu, wymierzonego przeciwko jakiejś grupie ludności cywilnej”.

Wszystkie te definicje, zwłaszcza ostatnią definicję francuską, można zastosować do licznych zbrodni popełnionych za czasów Lenina, przede wszystkim zaś Stalina, także więc i do zbrodni popełnionych we wszystkich krajach o reżimie komunistycznym z wyjątkiem (z całym dobrodziejstwem inwentarza) Kuby i Nikaragui sandinistów. Podstawowe założenie wydaje się bezsporne: reżimy komunistyczne działały „w imieniu państwa uprawiającego politykę hegemonii ideologicznej”. W imię doktryny, logicznej i niezbędnej podstawy systemu, dokonano zabójstwa dziesiątków milionów niewinnych ludzi, którym niczego szczególnego nie można było zarzucić, chyba że uzna się za przestępstwo przynależność do szlachty lub burżuazji, bycie kułakiem, Ukraińcem, a nawet robotnikiem lub... członkiem partii komunistycznej.
Czynna nietolerancja była częścią realizowanego programu. Czyż to nie Michaił Tomski, potężny przywódca sowieckich związków zawodowych, oświadczył 13 listopada 1927 roku na łamach pisma „Trud”: ,,U nas mogą istnieć inne partie. Ale oto podstawowa zasada, która różni nas od Zachodu; możemy sobie wyobrazić taką sytuację - jedna partia rządzi, wszystkie pozostałe są w więzieniu”(1).

Pojęcie zbrodni przeciwko ludzkości jest złożone i obejmuje wyraźnie określone zbrodnie. Jedną z
najbardziej szczególnych jest ludobójstwo. W następstwie
dokonanego przez nazistów ludobójstwa Żydów trzeba było
sprecyzować artykuł 6c Trybunału Norymberskiego; pojęcie
to zostało później zdefiniowane w konwencji Organizacji
Narodów Zjednoczonych z 9 grudnia 1948 roku:

„W rozumieniu konwencji ludobójstwem jest
którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze
zniszczenia w całości lub części grup narodowych,
etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich: a)
zabójstwa członków grupy; b) spowodowanie poważnego
uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego
członków grupy; c) rozmyślne stworzenie dla członków
grupy warunków życia obliczonych na spowodowanie ich
całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego; d)
stosowanie środków, które maj± na celu wstrzymanie
urodzin w obrębie grupy; e) przymusowe przekazywanie
dzieci członków grupy do innej grupy”.

Nowy francuski kodeks karny podaje jeszcze szersz±
definicję ludobójstwa: "Fakt wprowadzenia w czyn
ustalonego planu, którego celem jest całkowite lub
częściowe wyniszczenie określonej grupy narodowej,
etnicznej, rasowej lub religijnej albo „grupy określonej
na podstawie jakiegokolwiek innego arbitralnego
kryterium” (podkreślenie autora). Ta definicja prawna
nie stoi w sprzeczności z bardziej filozoficznym ujęciem
Andre Frossarda, dla którego "zbrodnia przeciwko
ludzkości występuje wtedy, kiedy zabija się kogoś pod
pretekstem, że się urodził"
2/. A Wasilij Grossman w swej
krótkiej i znakomitej powie¶ci "Wszystko płynie" tak
mówi o powracającym z łagrów bohaterze, Iwanie
Grigorjewiczu: "Pozostał tym, kim był od urodzenia -
człowiekiem"
3/. I właśnie dlatego dostał się w tryby
terroru. Francuska definicja pozwala na podkreślenie, że
różne są motywy ludobójstwa - w przypadku Żydów rasowe -
i że może ono dotyczyć także grup społecznych. W książce
"Czerwony terror w Rosji", opublikowanej w 1924 roku w
Berlinie, Siergiej Mielgunow, rosyjski historyk i
socjalista, cytuje Łacisa, jednego z pierwszych
funkcjonariuszy Czeka (sowieckiej policji politycznej),
który 1 listopada 1918 roku wydał swoim zbirom
następujące dyrektywy: „Nie wojujemy z poszczególnymi
osobnikami. Likwidujemy burżuazję jako klasę. W czasie
śledztwa nie szukajcie materiałów i dowodów mających
wykazać, że oskarżony czynem albo słowem walczył przeciw
władzy Rad. Pierwsze pytanie, jakie powinniście mu
zadać, to do jakiej klasy się zalicza, jakiego jest
pochodzenia, jakie ma wykształcenie, jaki zawód”
4/.

Lenin i jego towarzysze od razu przyjęli zasadę
bezpardonowej "walki klas", w której przeciwnik
polityczny, ideologiczny lub nawet niechętna ludność
byli uważani za wrogów i - tak traktowani - musieli
zostać zlikwidowani. Bolszewicy postanowili wyeliminować
w sensie prawnym, a także fizycznym, wszelkią, nawet
bierną, opozycję i opór wobec ich hegemonicznej władzy -
i to zarówno przeciwników politycznych, jak i grupy
społeczne jako takie: szlachtę, burżuazję, inteligencję,
Kościół itp., oraz kategorie zawodowe (oficerowie,
żandarmi itd.) - w czym niekiedy posuwali się do
ludobójstwa. Przeprowadzane od 1920 roku "rozkozaczanie"
jest w znacznej mierze zgodne z definicją ludobójstwa;
cała populacja Kozaków jako taka, zamieszkująca ściśle
określony teren, została poddana eksterminacji: mężczyzn
rozstrzelano, kobiety, dzieci i starców deportowano,
wsie zrównano z ziemią lub przekazano nowym mieszkańcom
nie-Kozakom.

Lenin porównywał rozprawę z Kozakami do wydarzeń w
Wandei podczas Rewolucji Francuskiej i życzył sobie, aby
potraktowano ich w sposób, który Gracchus Babeuf,
"wynalazca" nowoczesnego komunizmu, nazwał w 1795 roku
"zabójstwem ludu
"5/.

"Rozkułaczanie" z lat 1930-1932 było tylko
powtórzeniem na wielką skalę "rozkozaczania";
przeprowadzenia tej operacji żądał Stalin, a jej
oficjalne hasło, głoszone przez reżimową propagandę,
brzmiało "zniszczyć kułaków jako klasę". Chłopów
opierających się kolektywizacji rozstrzelano, resztę zaś
zesłano, wraz z kobietami, dziećmi i starcami.
Oczywiście nie wszystkich zabito w sposób bezpośredni,
ale ciężkie roboty do których zostali zmuszeni na
dziewiczych obszarach Syberii lub Dalekiej Północy,
dawały niewielką szansę na przeżycie. Wieleset tysięcy
poniosło tam śmierć, dokładna liczba ofiar pozostaje
jednak nieznana. Z kolei wielki głód na Ukrainie w
latach 1932-1933, związany z oporem ludności wiejskiej
wobec przymusowej kolektywizacji, spowodował w ciągu
paru miesięcy śmierć 6 milionów osób.

W tym wypadku ludobójstwo "klasowe" oznacza to samo,
co ludobójstwo "rasowe". śmierć dziecka ukraińskiego
kułaka, rozmyślnie skazanego na głód przez reżim
stalinowski, niczym się nie różni od śmierci żydowskiego
dziecka z warszawskiego getta, które do głodowania
zmusił reżim nazistowski. Stwierdzenie to w żadnym
stopniu nie podaje w wątpliwość "specyfiki Oświęcimia- Aushwitz",
polegającej na zgromadzeniu najnowocześniejszych środków
technicznych i uruchomieniu prawdziwego "procesu
przemysłowego": budowa "zakładu eksterminacji",
zastosowanie gazu, kremacja. Podkreśla ono jednak cechę
szczególną wielu reżimów komunistycznych, czyli
systematyczne posługiwanie się "bronią głodu"; władza
zmierza do kontroli wszystkich będących w jej dyspozycji
zapasów żywności i za pomocą niekiedy bardzo złożonego
systemu racjonowania rozdziela tę żywność w zależności
od "zasług" lub "braku zasług" takich czy innych ludzi.
Podobne działania mogą doprowadzić do wystąpienia
niewyobrażalnego głodu. Przypomnijmy, że od 1918 roku
kraje komunistyczne doznały klęsk głodu, które
doprowadziły do śmierci setek tysięcy, a nawet milionów
ludzi. Jeszcze w ostatnim dziesięcioleciu doszło do tych
zabójczych klęsk w Etiopii i Mozambiku, dwóch
afrykańskich krajach odwołujących się do
marksizmu-leninizmu.

Można zatem sporządzić pierwszy ogólny bilans
zbrodni:

- dziesiątki tysięcy zakładników lub więźniów
rozstrzelanych bez sądu i masakra setek tysięcy
zbuntowanych robotników i chłopów w latach 1918-1922;

- głód z 1922 roku, który spowodował śmierć 5
milionów osób; [inne źródła podają ok. 10 milionów]

- likwidacja i zesłanie Kozaków dońskich w 1920
roku;

- dziesiątki tysięcy zmarłych w obozach
koncentracyjnych w latach 1918-1930; - prawie 690
tysięcy zamordowanych podczas Wielkiej Czystki z lat
1937-1938; - zesłanie 2 milionów kułaków (lub rzekomych
kułaków) w okresie 1930-1932;

- 6 milionów Ukraińców [nawet do 10 milionów] zmarłych wskutek
sprowokowanego głodu, któremu nie próbowano zaradzić, w
latach 1932-1933; [głód został celowo wywołany]

- deportacja setek tysięcy Polaków, Ukraińców,
Bałtów, Mołdawian i mieszkańców Besarabii w latach
1939-1941 i 1944-1945;

- deportacja Niemców znad Wołgi w 1941 roku;

- deportacja Tatarów krymskich w 1943 roku;

- deportacja Czeczenów w 1944 roku;

- deportacja Inguszy w 1944 roku;

- deportacja i eksterminacja populacji miejskiej w
Kambodży w latach 1975-1978;

- powolne wyniszczanie mieszkańców Tybetu przez
Chińczyków, trwaj±ce od 1950 roku itd.

Nie sposób wyliczyć zbrodni leninizmu i stalinizmu,
często niewolniczo niemal powielanych przez reżimy Mao
Zedonga, Kim Ir Sena czy Pol Pota.

Pozostaje do rozstrzygnięcia problem poznawczy: czy
w swoich opisach i interpretacjach faktów historyk może
odwoływać się do pojęć "zbrodni przeciwko ludzkości" i
"ludobójstwa", które, jak zauważyliśmy, są właściwe
dziedzinie prawa? Czy pojęcia te nie są zbyt związane z
wymogami chwili - jak na przykład potępienie nazizmu w
Norymberdze - aby można je było zastosować w
rozważaniach historycznych, których celem jest analiza
średnioterminowa? Z drugiej zaś strony, czy pojęcia te
nie są zbyt obciążone "wartościami", które mogą
"zafałszować" obiektywizm badań historycznych?

Jeżeli chodzi o pierwszą kwestię, dzieje naszego
stulecia wykazały, że masowe zabójstwa, dokonywane przez
państwa i partie-państwa, nie były typowe jedynie dla
nazistów. Bośnia i Ruanda świadczą o tym, że praktyki te
przetrwały i z pewnością będą stanowić jedną z cech
charakterystycznych XX wieku.

Oprócz zagadnienia bezpośredniej odpowiedzialności
sprawujących władzę komunistów należy rozważyć także
zagadnienie współudziału. Kanadyjski kodeks karny,
poprawiony w 1987 roku, stanowi w artykule 7 (3.77), że
przestępstwa związane ze zbrodnią przeciwko ludzkości
obejmuj± przestępstwa usiłowania, współudziału,
doradztwa, pomocy, podżegania lub faktycznego
współudziału.
8/ Do zbrodni przeciwko ludzkości zalicza
się również - artykuł 7 (3.76) - "usiłowanie, spisek,
współudział po fakcie, radę lub namowę do tego faktu"
(podkreślenie autora). Tymczasem od lat dwudziestych po
lata pięćdziesiąte tego wieku komuniści na całym
świecie, a i wiele innych osób, przyklaskiwali gorąco
najpierw polityce Lenina, potem zaś Stalina. Setki
tysięcy ludzi wstąpiły w szeregi Międzynarodówki
Komunistycznej i lokalnych sekcji "światowej partii
rewolucyjnej". Od lat pięćdziesiątych po lata
siedemdziesiąte kolejne setki tysięcy osób oddawały
cześć Wielkiemu Sternikowi chińskiej rewolucji,
wychwalając zalety Wielkiego Skoku lub "rewolucji
kulturalnej". Jeszcze później niejednokrotnie
grawitowało w objęcia władzy przez Pol Pota.
9/ Wiele
osób powie, że "nie wiedziało". To prawda, że wiedza na
ten temat nie zawsze była łatwo dostępna, ponieważ
reżimy komunistyczne uczyniły z tajności jedną ze swych
ulubionych broni. Bardzo często jednak niewiedza
wynikała z zaślepienia wywołanego wiarą aktywisty. A
przecież od lat czterdziestych i pięćdziesiątych wiele
faktów było już znanych i nie można ich było
zakwestionować. Tymczasem liczni pochlebcy, porzucając
swoich wczorajszych idoli, czynili to cicho i
dyskretnie. Jak zatem ocenić zasadniczy brak moralności,
który pozwala w głębi ducha wyprzeć się przekonań ongiś
głoszonych publicznie i nie wyciągnąć z tego żadnej
nauki?

Robert Conquest, jeden z pionierów badań nad
terrorem komunistycznym, pisał w 1969 roku: „Fakt, że
tylu ludzi w istocie "przełknęło" [Wielką Czystkę], był
niewątpliwie jednym z czynników, dzięki którym czystka
stała się możliwa. Z pewnością procesy nie odegrałyby
takiej roli, gdyby nie zostały uwiarygodnione przez
niektórych zagranicznych, a więc "niezależnych"
komentatorów. Przynajmniej w jakiejś mierze powinni oni
ponosić odpowiedzialność za współudział w tych
morderstwach politycznych; na pewno zaś winni odpowiadać
za to, że zostały one powtórzone, ponieważ pierwszy
proces - Zinowjewa [w 1936 roku] - cieszył się
niezasłużoną wiarygodnością”.
10/

Je¶śi tą miarą moralną i intelektualną oceniać
współwinę niekomunistów, to co należy powiedzieć o
współudziale komunistów? Choć niekiedy nawet wydawało
się, iż Louis Aragon krytykował stalinizm, to nie
zapomnieliśmy przecież, że w poemacie z 1931 roku wezwał
z własnej woli do utworzenia komunistycznej policji
politycznej we Francji.
11/

Joseph Berger, dawny urzędnik Kominternu, który padł
ofiarą czystki i poznał obozowe życie, cytuje list
kobiety zesłanej do GUŁagu, która po powrocie z łagru
pozostała nadal członkiem partii:

„Komuniści z mojego pokolenia zaakceptowali
autorytet Stalina. Wyrazili zgodę na jego zbrodnie.
Odnosi się to nie tylko do komunistów sowieckich, ale i
do komunistów z całego świata, a to piętno obci±ża nas
indywidualnie i zbiorowo. Możemy je zmazać, nie
dopuszczając do tego, aby coś podobnego się powtórzyło.
Co się stało? Czy wtedy straciliśmy rozum, czy teraz
zdradziliśmy komunizm? Prawda jest taka, że my wszyscy,
nawet ci, którzy byli najbliżej Stalina, uczyniliśmy ze
zbrodni ich przeciwieństwo. Uznaliśmy je za istotny
wkład w budowę socjalizmu. Sądziliśmy, że wszystko, co
zwiększa polityczną siłę partii komunistycznej w Zwi±zku
Sowieckim i na świecie, przyczynia się do zwycięstwa
socjalizmu. Nigdy nie przyszło nam do głowy, że w łonie
komunizmu może zachodzić konflikt między polityką a
etyką”.
12/

Berger ze swej strony nadaje tej wypowiedzi inny
odcień: „Choć można potępić postawę tych, którzy
zaakceptowali politykę Stalina - a nie wszyscy komuniści
to uczynili - to jednak trudno im zarzucać, że nie
uniemożliwili zbrodni. Wiara w to, że nawet wysoko
postawieni ludzie mogli pokrzyżować plany Stalina,
świadczy o całkowitym niezrozumieniu jego bizantyjskiego
despotyzmu”.

Berger może jeszcze przytoczyć na swe
usprawiedliwienie, że przebywał w Związku Sowieckim, a
zatem został wciągnięty przez piekielną machinę, której
nie mógł się wymknąć. Ale co zaślepiało komunistów z
Europy Zachodniej - nie doświadczających bezpośrednio
przemocy NKWD - do tego stopnia, że nieustannie
wychwalali system i jego przywódcę? Czarodziejski napój,
który ich uzależnił, musiał mieć wielk± moc! W ksi±żce o
rewolucji rosyjskiej i historii ZSRR, zatytułowanej
"Sowiecka tragedia", Martin Malia uchyla r±bka
tajemnicy, mówiąc o "owym paradoksie wielkiego ideału,
który prowadzi do wielkiej zbrodni".
13/ Annie Kriegel,
inna znana badaczka komunizmu, kładzie nacisk na niemal
nieuchronne występowanie dwóch stron komunizmu - jasnej
i ciemnej.

Pierwsze obja¶nienie tego paradoksu daje Tzvetan
Todorov: „Człowiek żyjący w zachodniej demokracji
pragn±ł wierzyć, że totalitaryzm jest całkowicie obcy
naturalnym ludzkim dążeniom. Otóż gdyby tak było,
totalitaryzm nie utrzymałby się tak długo ani nie
pociągnął za sobą tylu ludzi. Wprost przeciwnie, jest to
straszliwie skuteczna machina. Ideologia komunistyczna
proponuje wizję lepszego społeczeństwa i pobudza nasze
pragnienia. Czyż bowiem chęć przekształcenia świata w
imię ideału nie jest nieodłączną cechą ludzkiej natury?
[...] Ponadto społeczeństwo komunistyczne zdejmuje z
jednostki odpowiedzialność - decyduj± zawsze "oni". A
przecież odpowiedzialność to często ciężar trudny do
uniesienia. [...] Atrakcyjność systemu totalitarnego,
jakiej bardzo wiele osób nieświadomie ulega, wynika z
pewnego strachu przed wolności± i odpowiedzialnością, co
wyjaśnia popularność wszystkich ustrojów autorytarnych
(tezę tę postawił Erich Fromm w "Ucieczce od wolności");
już La Boetie mówił, że istnieje "dobrowolna
niewola".
14/

Współudział tych, którzy dobrowolnie oddali się w
niewolę, nie zawsze był abstrakcyjny i teoretyczny.
Akceptacja i/lub rozpowszechnianie propagandy służącej
ukrywaniu prawdy były i są współudziałem czynnym.
Jedynym bowiem, chociaż - jak tego dowiodła tragedia w
Ruandzie - nie zawsze skutecznym sposobem zwalczania
masowych zbrodni, popełnianych w tajemnicy, z dala od
niedyskretnych spojrzeń, jest ich publiczne ujawnienie.

[...]

Od lat dwudziestych po lata czterdzieste naszego
wieku komunizm gwałtownie piętnował terror stosowany
przez reżimy faszystowskie. Gdy jednak spojrzymy na
liczby, okazuje się, że i tu sprawa nie jest taka
prosta. To prawda, że włoski faszyzm, który pojawił się
pierwszy i otwarcie nazwał się "totalitarnym",
odpowiedzialny jest za więzienie, a często i
maltretowanie przeciwników politycznych; rzadko jednak
posuwano się do zabójstwa. W połowie lat trzydziestych
we Włoszech było paruset więźniów politycznych i
kilkuset confinati - umieszczonych na wyspach, w dobrze
strzeżonych miejscach - przyznać jednak trzeba, że
wygnańców politycznych liczono na dziesi±tki tysięcy.

Aż do wojny terror nazistowski wymierzony był w
kilka grup. Przeciwnicy reżimu - przede wszystkim
ści, socjaliści, anarchiści i niektórzy zwi±zkowcy
- byli prześladowani w sposób jawny, osadzani w
więzieniach, głównie zaś internowani w obozach
koncentracyjnych, gdzie podlegali surowym rygorom. W
latach 1933-1939 w obozach i więzieniach zamordowano z
wyroku lub bez około 20 tysięcy lewicowych aktywistów,
nie mówi±c o wewnętrznych porachunkach nazistów, takich
jak "noc długich noży" w czerwcu 1934 roku. Inn±
kategorią osób skazanych na śmierć byli Niemcy, którzy
nie odpowiadali kryterium rasowemu "wysokiego,
jasnowłosego Aryjczyka" - chorzy umysłowo, kaleki,
starcy. Hitler postanowił podjąć tę akcję przy okazji
wojny: między końcem 1939 a początkiem 1941 roku 70
tysięcy Niemców zdążyło paść ofiarą programu eutanazji,
dokonywanej przy użyciu gazu, dopóki wobec protestu
Kościołów nie zaniechano tych działań. Opracowane
wówczas metody gazowania zastosowano do trzeciej grupy
ofiar - Żydów. Do wybuchu wojny metody segregacji
rasowej zostały upowszechnione; do największego
nasilenia prześladowań Żydów doszło podczas pogromu
"kryształowej nocy", kiedy poniosło śmierć wieleset
ludzi, a 35 tysięcy deportowano do obozów
koncentracyjnych.




Naszym celem nie jest sporządzenie jakiegoś
makabrycznego arytmetycznego porównania, zaksięgowanie
potworności ani ustalenie hierarchii okrucieństwa. Fakty
jednak uparcie dowodzą, że reżimy komunistyczne winne są
zgładzenia około 100 milionów istot ludzkich, podczas
gdy nazizm odpowiada za śmierć około 25 milionów. To
proste stwierdzenie powinno pobudzić co najmniej do
refleksji nad podobieństwem między reżimem, który już w
1945 roku uznano za najbardziej zbrodniczy ustrój
stulecia, a reżimem komunistycznym, który aż do 1991
roku był uznawany na arenie międzynarodowej i do dziś
dzierży władzę w pewnych krajach, jego wyznawcy zaś
rozsiani są po całym świecie. Jeżeli nawet wiele partii
komunistycznych uznało po jakimś czasie prawdziwość
zbrodni stalinizmu, to przecież większość z nich nie
zrezygnowała z zasad Lenina ani też nie stawia sobie
pytań odnoszących się do własnego udziału w represjach.

Metody opracowane przez Lenina i usystematyzowane
przez Stalina i ich uczniów nie tylko przypominają
metody nazistów, ale bardzo często były także wcześniej
zastosowane. .


Z końcem lat dwudziestych GPU (nowa nazwa Czeka)
wprowadziła metodę kontyngentów: każdy region, każdy
obwód zobowiązany był do aresztowania, zesłania lub
rozstrzelania określonego odsetka ludzi wywodzących się
z "wrogich" warstw społecznych. Proporcje były ustalane
centralnie przez kierownictwo partii. Szaleństwo
planowania i mania statystyczna odnosiły się nie tylko
do gospodarki, ale objęły także sam terror. Od 1920
roku, po zwycięstwie Armii Czerwonej nad białą armią na
Krymie, zaczęły pojawiać się metody statystyczne, a
nawet socjologiczne: ofiary wybierano zgodnie z
określonymi kryteriami, ustalonymi na podstawie
kwestionariuszy, których wypełnienia nikt nie mógł
uniknąć. Podobne metody "socjologiczne" Rosjanie mieli
zastosować przy organizowaniu deportacji i masowych
morderstw w państwach bałtyckich i w okupowanej Polsce w
latach 1939-1941. Przewóz deportowanych w bydlęcych
wagonach wywoływał podobne zamieszanie jak u nazistów. W
latach 1943-1944, podczas działań wojennych, Stalin
kazał ściągnąć z frontu tysiące wagonów i setki tysięcy
ludzi ze specjalnych oddziałów NKWD, aby w krótkim,
kilkudniowym terminie dokona, sprawnej wywózki ludów z
Kaukazu. Ta ludobójcza logika - polegająca według
francuskiego kodeksu karnego na "całkowitym lub
częściowym wyniszczeniu określonej grup: narodowej,
etnicznej, rasowej lub religijnej albo grupy określonej
na podstawie jakiegokolwiek innego arbitralnego
kryterium" - zastosowana przez władzę komunistyczną.

.16/

Za każdym razem terror uderza nie w jednostki, lecz
w grupy. Ma on na celu zniszczenie grupy uznanej za
wrogą, która, oczywiście, jest częścią społeczeństwa,
ale w konsekwencji wprowadzenia ludobójczej logiki
zostaje w całości dotknięta prześladowaniem. A zatem
mechanizmy segregacji i wykluczenia stosowane przez
"totalitaryzm klasowy" dziwnie przypominają mechanizmy
"totalitaryzmu rasowego". Przyszłe społeczeństwo
nazistowskie miało być zbudowane na idei "czystej rasy",
przyszłe społeczeństwo komunistyczne - na idei klasy
proletariuszy, bez jakichkolwiek burżuazyjnych odpadków.
Przekształcenie obu społeczeństw miało się dokonać w
taki sam sposób, jeżeli nawet kryteria wykluczenia nie
były takie same. Dlatego też błędne jest twierdzenie, że
komunizm ma charakter uniwersalny: jeżeli bowiem snuje
się zamierzenie na skalę światową, nie można zakładać,
podobnie jak zakładał nazizm, iż pewna część ludzkości
nie ma prawa do istnienia; różnica bowiem polega jedynie
na tym, że nazistowski podział rasowy i terytorialny
zastępuje podział na warstwy (klasy). Leninowskie,
stalinowskie i maoistowskie zbrodnie oraz doświadczenie
kambodżańskie stawiaj± więc przed ludzkości, a także
przed prawnikami i historykami, nowe pytanie: w jaki
sposób określić zbrodnię, która polega na eksterminacji
ze względów politycznych i ideologicznych już nie
jednostek czy grup przeciwników, ale wielkich części
społeczeństwa? Czy należy wynaleĽć now± nazwę?
Przychylają się do tego niektórzy autorzy anglosascy;
utworzyli nawet termin "politykobójstwo". Czy też, jak
to czynią czescy prawnicy, wszystkie zbrodnie popełnione
przez reżim komunistyczny należy nazwać po prostu
"zbrodniami komunizmu"?



Nie sposób tu nie dostrzec silnego kontrastu.
Zwycięzcy z 1945 roku z mocy prawa uczynili zbrodnię, a
zwłaszcza ludobójstwo Żydów, centralnym punktem
oskarżenia, które postawili nazizmowi. Od dziesi±tków
lat wielu badaczy na całym świecie pracuje nad tym
zagadnieniem. Poświęcono mu tysiące książek, dziesiątki
filmów, niektóre z nich, jak "Noc i mgła", "Shoah",
"Wybór Zofii" czy "Lista Schindlera", zyskały duży
rozgłos. Raul Hilberg, że wymienimy tylko jego, swoją
najważniejszą pracę poświęcił szczegółowemu opisowi
sposobów uśmiercania Żydów w Trzeciej Rzeszy.
17/

Tymczasem zbrodni komunistycznych nie traktuje się w
ten sam sposób. Podczas gdy Himmler czy Eichmann to
znane na całym świecie symbole współczesnego
barbarzyństwa, nazwiska Dzierżyńskiego, Jagody czy
Jeżowa ogromnej liczbie ludzi nic nie mówią. Lenin, Mao,
Ho Chi Minh, a nawet Stalin ciesz± się nadal
zadziwiającym szacunkiem. Pewna państwowa instytucja
francuska, Loto, wykazała taki brak rozeznania, że
wł±czyła Stalina i Mao do jednej ze swoich kampanii
reklamowych! Kto wpadłby na pomysł, aby w takiej
sytuacji posłużyć się Hitlerem lub Goebbelsem?

Wyjątkowa uwaga, jaką poświęca się zbrodniom
hitlerowskim, jest w pełni uzasadniona. Taka jest bowiem
wola pozostałych przy życiu świadków zagłady, badaczy,
którzy pragną zrozumieć, oraz autorytetów moralnych i
politycznych chcących potwierdzić wartości
demokratyczne. Dlaczego więc świadectwa dotyczące
zbrodni komunistycznych znajdują tak słaby oddźwięk w
opinii publicznej? Skąd się bierze zakłopotanie
polityków? I przede wszystkim dlaczego na temat
komunistycznej katastrofy, która w ciągu osiemdziesięciu
lat zdołała dotknąć niemal trzecią część rodzaju
ludzkiego na czterech kontynentach, panuje "akademickie"
milczenie? Z czego wynika niemożność poddania analizie -
jako głównego punktu - tak zasadniczego składnika
komunizmu, jak zbrodnia, zbrodnia masowa, zbrodnia ujęta
w system, zbrodnia przeciwko ludzkości? Czy chodzi tu o
niezdolność zrozumienia? Czy raczej o świadome
nieprzyjmowanie do wiadomości, o strach przed
zrozumieniem?

Przyczyny tego przysłaniania prawdy s± różnorodne i
złożone. Przede wszystkim odegrała tu rolę klasyczna
potrzeba oprawców, aby nieustannie zacierać ślady
zbrodni, jak również ich pragnienie, by uzasadnić to,
czego nie mogli zamaskować. "Tajny referat" Chruszczowa
z 1956 roku,18/ pierwsze wyznanie zbrodni komunizmu
przez jednego z jego przywódców, to również raport
oprawcy, który pragnie ukryć własne zbrodnie (jako
przywódcy ukraińskiej partii komunistycznej w okresie
największego nasilenia terroru), przypisując je
wyłącznie Stalinowi i zasłaniając się koniecznością
podporządkowania rozkazom; zataja większość zbrodni,
wspominając tylko o ofiarach wśród komunistów, o wiele
mniej licznych niż inne, i określa te zbrodnie
eufemistycznie - nazywa je "wypaczeniami okresu
stalinowskiego", by uzasadnić dalsze trwanie systemu
przy zachowaniu tych samych zasad, tych samych struktur,
a nawet tych samych ludzi.

Chruszczow mówi o tym bez ogródek, opisuj±c
sprzeciwy, jakie napotkał podczas przygotowywania
tajnego referatu, zwłaszcza ze strony jednego z
zaufanych ludzi Stalina: „Kaganowicz był takim
potakiwaczem, który poderżnąłby gardło własnemu ojcu,
gdyby Stalin tylko mrugnął, mówiąc, że to dla dobra
sprawy; oczywiście sprawy stalinowskiej. [...]. Spierał
się ze mną w strachu o własną skórę. Gorączkowo pragnął
uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności.Co się tyczy
zbrodni, Kaganowicz chciał tylko jednego: pewności, że
ślad po nich został zatarty.”
19/

[...]

Udział komunistów w wojnie i zwycięstwie nad
nazizmem doprowadził ostatecznie do triumfu pojęcia
antyfaszyzmu, stosowanego na lewicy jako kryterium
prawdy; rzecz jasna, komuniści wystąpili jako najlepsi
jego wyraziciele i obrońcy. W końcu antyfaszyzm stał się
dla komunizmu rodzajem znaku firmowego i nietrudno było
w jego imię uciszać przeciwników. Ten zasadniczy problem
jest przedmiotem bardzo przejrzystych analiz François
Fureta. Ponieważ alianci uznali pokonany nazizm za
ucieleśnienie "Zła absolutnego", komunizm niemal
automatycznie znalazł się w obozie Dobra. Wynikało to
jasno z przebiegu procesu norymberskiego, w którym
Rosjanie byli oskarżycielami. W taki oto sposób zręcznie
ukryto kłopotliwe - z punktu widzenia wartości
demokratycznych - wydarzenia, jak pakty
niemiecko-sowieckie z 1939 roku lub masakrę katyńską.
Zwycięstwo nad nazizmem miało stanowić dowód wyższości
systemu komunistycznego. W Europie wyzwolonej przez
Amerykanów wywołało przede wszystkim uczucie
wdzięczności w stosunku do Armii Czerwonej (której
okupacji nie trzeba było znosić) i jednocze¶nie poczucie
winy wobec poświęcenia narodów Związku Sowieckiego.
Uczuć tych komunistyczna propaganda nie omieszkała
wykorzystać.

(1) Zob. Kostas Papionannou, “Les Marxistes“, „J'ai lu“, Paris 1965.
(2) Andre Frossard, “Le Crime contre I'humanite”, Robert Laffont, Paris 1987.
(3) Wasilij Grossman, Wszystko płynie, tłum. Wiera Bieńkowska, Współpraca, Wwa 1990, s. 174.
(4) Jacques Baynac, “La Terreur sous Lenine”, Le Sagittaire, Paris 1975 [cyt. za: Aleksander Sołżenicyn, „Archipelag GUŁag”, tłum. Jerzy Pomianowski, t. 1, Nowe Wyd. Polskie, Wwa 1991, s. 38. (przyp. red.).
(5) Gracchus Babeuf, „La Guerre de Vendee et le systeme de depopulation“, Tallandier, Paris 1987.
(6) W: J.-P. Azema, F. Bedarida, „Dictionnaire des annees de tourmente“, Flammarion, Paris 1995, s.777.
(7) Pierre Vidal-Naquet, „Reflexions sur le genocide“, La Decouverte, Paris 1995, s. 268. Autor pisze zresztą: „Mówiono o Katyniu i masakrze w 1940 roku oficerów polskich, więźniów rosyjskich. Katyń dokładnie mieści się w definicji norymberskiej”.
(8) Denis Szabo, Alain Joffe, „La repression des crimes contre l'humanite et de crimes de guerre au Canada”, w: Marcel Colin (red.), “Le Crime contre I'Humanite”, Eres, Ramonville Saint-Agne 1996, s. 65.
(9) Zob. Jean-Noel Darde, „Le Ministere de la Verite: histoire d'un genocide dans le journal “L'Huma- nite”, Le Seuil, Paris 1984.
(10) Robert Conquest, “La Grande Purge”, “Preuves” z 11.11.1969.
(11) Zob. Louis Aragon, „Prelude au temps des cerises”, cyt. przez Jeana Malaquais, “Le Nomme Louis Aragon ou le patriote professionel”, suplement do „Masses” z 11 1947.
(12) Joseph Berger, „Le Naufrage d'une generation“, Denoel, Paris 1974, s. 255.
(13) Martin Ma1ia, „Sowiecka tragedia. Historia komunistycznego imperium rosyjskiego 1917-1991”, tłum. Magdalena Hułas, Elżbieta Wyzner, Wyd. Philip Wilson, Wwa 1998, s. 14.
(14) Tzvetan Todorov, „L'Homme depayse”, Le Seuil, Paris 1996, s. 36.
(15) Rudolf Hoss, „Autobiografia Rudolfa Hossa, komendanta obozu oświęcimskiego", tłum. Wiesia,
Grzymski, Wyd. Prawnicze, Wwa 1990, s. 159.
(16) W. Grossman, „Wszystko płynie”, ss. 102-103.
(17) Raul Hilberg, „La Destruction des Juifs d'Europe”, Fayard, Paris 1988.
(18) Liczne polskie wydania referatu pt. „O kulcie jednostki i jego następstwach”. (przyp. red.).
(19) Nikita Khrouchtchev, Souvenirs, Robert Laffont, Paris 1971, s. 330.
(20) Witold Gombrowicz, Testament, Res Publica, Wwa 1990, s. 65.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Historia PRL ogólnie”